poniedziałek, 2 października 2006

Chore słońce

Choroba nie jest fajną rzeczą, oj nie. Mimo, że człowiek nie może się ruszać z domu, to i tak nie ma szans na spożytkowanie czasu na malowanie figurek. Z nosa cieknie, głowa ma tendencje do bólu przy każdej okazji, a ręce trzęsą się z osłabienia. Mimo takich atrakcji, które zafundowała mi natura, udało mi się wykończyć kolejny element, co bardzo cieszy bo do końca dzięki temu coraz bliżej (choć wcale jeszcze nie blisko).

Udało się „pokonać” pierwszy oddział włóczników ze słynnej, kartagińskiej piechoty afrykańskiej. Oddział ten formowany był z obywateli Kartaginy i ludów libijsko-fenickich, które przyjęły kulturę miasta. Oddziały te formowane były na modłę greckich falang hoplickich. Uzbrojeni we włócznie i miecze, zasłonięci zbrojami z brązu lub lnianymi, dużymi, okrągłymi tarczami (hoplonami) i nagolennikami, walczyli w zwartej formacji o najeżonym włóczniami froncie i czułych na ataki flankach.

Szukając modeli oddających oddziały piechoty afrykańskiej wybrałem po raz kolejny zestaw firmy HaT (#8020 Carthaginian African Infantry). Niestety nie do końca odpowiadają one moim potrzebom, ale może po kolei. Piechota afrykańska zmieniała swoją formę podczas drugiej wojny punickiej, kiedy to Hannibal walcząc z rzymskimi legionami, podglądał mimowolnie taktykę swoich wrogów i wprowadzał ją sukcesywnie w swojej armii. Początkowo zmieniano głównie zbroje, z metalowych i lnianych napierśników na kolczugi. Nie było z tym żadnego problemu kiedy w pierwszym okresie wojny armia Kartaginy trzykrotnie rozbiła legiony rzymskie (bitwa pod Trebią, nad jeziorem Trazymeńskim i pod Kannami). Fragmenty uzbrojenia zdzierano po prostu z zabitych. Powoli zamieniano również okrągłe tarcze na podłużne, a w końcowej fazie wojny, armia Hannibala już niemal we wszystkich aspektach naśladowała taktykę Rzymian. Tymczasem figurki, które udało mi się nabyć nie oddają zmian jakie następowały w wojskowości kartagińskiej, nie oddają tego również zasady DBA.

Trzy modele, które użyłem w pomalowanym elemencie trzymają włócznie i hoplony. Różnorodność widoczna jest tylko w zbrojach. Niestety efekt końcowy malowania pozostawia moim zdaniem sporo do życzenia. Głównie jestem niezadowolony z tarcz, które daleko odbiegają wyglądem od tego jak mogłyby. Próba wyobrażenia stylizowanego słońca, obecnego w wierzeniach wielu kultur starożytności, wypadła dość mizernie. Nie zamierzam jednak niczego poprawiać, przynajmniej zapadła decyzja, aby następnym razem wybierać nieco prostsze motywy do ozdabiania tarcz.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS