Choroba nie jest fajną rzeczą, oj nie. Mimo, że człowiek nie może się ruszać z domu, to i tak nie ma szans na spożytkowanie czasu na malowanie figurek. Z nosa cieknie, głowa ma tendencje do bólu przy każdej okazji, a ręce trzęsą się z osłabienia. Mimo takich atrakcji, które zafundowała mi natura, udało mi się wykończyć kolejny element, co bardzo cieszy bo do końca dzięki temu coraz bliżej (choć wcale jeszcze nie blisko).
Udało się „pokonać” pierwszy oddział włóczników ze słynnej, kartagińskiej piechoty afrykańskiej. Oddział ten formowany był z obywateli Kartaginy i ludów libijsko-fenickich, które przyjęły kulturę miasta. Oddziały te formowane były na modłę greckich falang hoplickich. Uzbrojeni we włócznie i miecze, zasłonięci zbrojami z brązu lub lnianymi, dużymi, okrągłymi tarczami (hoplonami) i nagolennikami, walczyli w zwartej formacji o najeżonym włóczniami froncie i czułych na ataki flankach.
Trzy modele, które użyłem w pomalowanym elemencie trzymają włócznie i hoplony. Różnorodność widoczna jest tylko w zbrojach. Niestety efekt końcowy malowania pozostawia moim zdaniem sporo do życzenia. Głównie jestem niezadowolony z tarcz, które daleko odbiegają wyglądem od tego jak mogłyby. Próba wyobrażenia stylizowanego słońca, obecnego w wierzeniach wielu kultur starożytności, wypadła dość mizernie. Nie zamierzam jednak niczego poprawiać, przynajmniej zapadła decyzja, aby następnym razem wybierać nieco prostsze motywy do ozdabiania tarcz.



0 komentarzy:
Prześlij komentarz