W najbliższą sobotę o 10 rano, w sklepie Gnom, moja znajomość z Galrauchem znajdzie swój finał. Jeszcze ostatnie elementy do pomalowania, kilka zdjęć i rozstajemy się. Chciałem napisać, że nie jestem pewien, czy przyjdzie mi to łatwo, szczególnie, że efekt malowania jest coraz lepszy. W sumie włożyłem nieco pracy w ten model i nawet moje typowe malkontenctwo przegrywa z osobistą satysfakcją. Zamieszczam dzisiaj zdjęcie z etapu przed malowaniem górnej głowy. Wiem, że obiecywałem przygotowanie solidnego artykułu na temat poszczególnych faz ale niestety braknie mi do tego zapału. Zamiast tego planuję coś w stylu efektownego finału całego garlauchowania. Przy okazji robienia zdjęć stwierdziłem, że model nie jest do końca dopracowany. Owszem, szczegóły, poziom wykonania czy rozmiar mogą się podobać, brakuje mu jednak dynamizmu w postawie. Długo szukałem ujęcia, które odpowiadałoby moim gustom i dochodzę do wniosku, że najbardziej drapieżne jest to, na którym model prezentuje najmniej ze swej okazałości – mianowicie ujęcie od przodu, od strony głów.
Mniejsza z tym. Ważniejsze jest to, że coś zmienia się w naszej wzajemnej relacji – przyszedł mi do głowy taki pomysł, że powiem jego właścicielowi, że kupię mu nowego Garlaucha, bo nie chcę rozstawać się z własną pracą. Przemilczę komentarz, jakim skwitowała ten pomysł moja żona. W każdym bądź razie zabrzmiało w nim tyle niedowierzania, co rozbawienia i szczerego niepokoju (nie wiem tylko, czy o moje zdrowie psychiczne, czy o stan budżetu rodzinnego).
Mniejsza z tym. Ważniejsze jest to, że coś zmienia się w naszej wzajemnej relacji – przyszedł mi do głowy taki pomysł, że powiem jego właścicielowi, że kupię mu nowego Garlaucha, bo nie chcę rozstawać się z własną pracą. Przemilczę komentarz, jakim skwitowała ten pomysł moja żona. W każdym bądź razie zabrzmiało w nim tyle niedowierzania, co rozbawienia i szczerego niepokoju (nie wiem tylko, czy o moje zdrowie psychiczne, czy o stan budżetu rodzinnego).
Ostatnio na stronie przewija się często motyw Krakowa. Malując dwie głowy pomyślałem, że jst w tym też coś krakowskiego. Jeden z kościołów ma dwie wieże, mniejszą skończono budować jako pierwszą. Taki skrót myślowy, żeby nie powiedzieć: nadużycie semantyczne. Ów skrót zwalnia mnie od odpowiedzialności przed mieszkańcami Krakowa za porównanie smoczych głów do kościoła na rynku a cała te refleksja daje mojej żonie kolejny powód do szukanie psychiatry, który zechce się ze mną spotkać.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz