Nadszedł czas na trudniejsze wyzwania niż proste malowanie miniatur. Przyszła pora na mini-konwersje. Już jakiś czas temu zadecydowałem, że słoń w mojej kartagińskiej armii nie będzie nosił wieży na swoich plecach, a poganiacz i wojownicy będą po prostu siedzieć na nim na oklep. Wszystko ładnie, pięknie, tylko, że o takie modele ciężko.
Koniec, końców zdecydowałem się na modele słoni firmy HaT (#8023 War Elephants). Te również na plecach noszą wieże (link), ale na szczęście przy odrobinie wysiłku da się je usunąć niemal bez śladu.
Po zdemontowanej wieży zostają tylko dwa bolce, które ją przytrzymują, oraz łańcuchy, które urywają się nagle nienaturalnie w połowie grzbietu słonia. Bolce usunąłem nożykiem modelarskim, efekt był wystarczająco zadowalający, aby tak tę sprawę pozostawić. Trudniej było rozwiązać sprawę łańcuchów. Ostatecznie zdecydowałem się dołożyć dodatkową derkę na grzbiet zwierzęcia.
Derka została wykonana z green stuffu. Rozwałkowana masa została przycięta do odpowiedniego rozmiaru za pomocą nożyka modelarskiego a następnie doklejona do modelu. Za pomocą kształtki urozmaiciłem jeszcze brzeg koca, symulując istnienie tam lamówki. Po takich zabiegach powstało wrażenie jak gdyby łańcuchy przytrzymywały koc na swoim miejscu. Może efekt jest niezbyt logiczny, ale skutecznie zakrywa wszelkie niedociągnięcia.
Teraz czekała mnie trudniejsza praca. Z załogi słonia, tylko poganiacz siedzi na karku zwierzęcia. Pozostałe modele występują w postaci stojącej i żeby posadzić je na oklep na grzbiecie, trzeba było wymyślić coś bardziej skomplikowanego. Pierwotnie myślałem, aby obciąć figurkę w połowie i dodać jej nogi kawalerzysty, ale ci nie nadawali się do takich konwersji. Ich nogi były rozszerzone tylko na tyle aby objąć boki konia. Ostatecznie po obcięciu dolnej części ciała wojownika, brakujący fragment wykonałem po prostu w całości z green stuffu.
Nie była to bynajmniej praca prosta. Przy pierwszym kontakcie masa jest dość kapryśna i trzeba przyzwyczaić się do jej zachowania. Dzieląc masę, kształtując ją rękoma i kształtką, udało mi się w końcu stworzyć coś, co w dużym przybliżeniu może uchodzić za podkulone nogi mojego “kalekiego” pikiniera. Korzystając z rady Gobosa, z jego tekstu o konwersji wampira, masę ugniatałem na śliskiej podkładce i skrapiałem ją wodą, aby nie przylegała do podłoża i narzędzi. Rada była jak najbardziej na miejscu i zaoszczędziła mi, zapewne, sporo czasu i nerwów.
Całość konwersji oceniam na mocną trójkę, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, że była to moja pierwsza styczność z masą plastyczną z Citadel Miniatures. Koc na grzbiecie słonia i dolne partie ciała wojownika są nieco koślawe, ale dość dobrze oddają ideę tego czym powinny być. Mam nadzieję, że to dobra wróżba na przyszłość, i że do masy plastycznej będę jeszcze nieraz wracał przy pracy nad moimi modelami. No i oczywiście mam nadzieję, że z coraz lepszym efektem.



0 komentarzy:
Prześlij komentarz