Jutro od dawna oczekiwana partyjka w WFB. Taka grudniowa reaktywacja (z dobre pięć lat temu zrobiliśmy taką jedną…). Cieszę się jak dzika świnia, lista armii już gotowa, za moment będę pakować figurki. Oczywiście gram ze swoim długoletnim adwersarzem, czyli Bretonnią Prezesa. Jako, że moje elfy są w zasadzie w całości gotowe, na taką okazję chciałem zdążyć z pielgrzymami i relikwiarzem. Nie udało się. Stanęło na sześciu mnichach plus czterech z truposzem. Nie tylko cały regiment pozostanie niedokończony (przynajmniej przeze mnie, bo mam szczerą nadzieję, ze Prezes domaluje pozostałą szóstkę). Również w sferze niezrealizowanych zamierzeń pozostanie pomysł napisania jakiejś ciekawej i zabawnej historii, wokół tych, lekko zwariowanych, mnichów. Na wszystko nie starczyło po ludzku czasu, czy, mówiąc górnolotnie, inwencji twórczej.Tak czy inaczej, choć praca nie została dokończona, mam z niej dzisiaj sporo satysfakcji. Regiment był świetną odmianą po piętnastomilimetrowej skali, która zdominowała znakomitą większość tego roku w moim warsztaciku. Miałem okazję przekonać się, że warhammerowa skala i figurki to jednak ‘majfejwret’. Dodatkowo eksperymentowałem z nowymi narzędziami: mokrą paletę, ostatnią edycją washów GW, pędzlami firmy “Kozłowski”. Jestem zadowolony.
Jutro starcie na 2500 pkt. Ciekawe, czy po drugiej stronie stołu zobaczę prezentowany tu regiment (jakże rzadki widok). No i ciekawe ma się rozumieć, czy praca znajdzie uznanie w oczach mojego starego batllowego kompana. Dam Wam znać.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz