wtorek, 16 grudnia 2008

Znów ten czerwony

Ano znów. I zaraz wytłumaczę, czemu tak się stało. Najpierw dla sprostowania czemu ‘znów‘: bo kiedyś malowałem bohatera do Bretonii i pomysł oparłem właśnie na czerwonym kolorze (Czerwony Baron). A dzisiaj prezentuje kolejnego bohatera do tejże armii (w zasadzie powinienem powiedzieć, pozostałości bohatera) i znów w czerwonej tonacji. W końcu bowiem udało mi się przysiąść nad relikwiarzem i oto na zdjęciu efekt. Skąd ten czerwony? Pewnie dlatego, że skończyłem wreszcie czytać tzw. Śląską Trylogię Andrzeja Sapkowskiego, gdzie rycerstwa ze znakiem czerwonego kielicha jest co niemiara. Malowany delikwent, było nie było, z kielichem też ma coś wspólnego i pewnie dlatego uderzyłem w tytułowy deseń. I pewnie to błąd, bo truposz raczej jawi się wiekowy, tym samym szmaty powinny mocna zblaknąć, tu i ówdzie zaimponować dziurą. Tymczasem marną imitacja starości jest niewielki banderek na końcu lancy. Oryginalnie żółty, kłuł mnie mocno w oczy, więc przejechałem się po nim suchym pędzlem, w dodatku białym. Kolczudze zaaplikowałem nieco rdzy (błotny tusz), samą lancę też można jeszcze dopieścić. Wreszcie, pamiętając o sposobie przygotowania innych podstawek w bretońskiej armii, zaaplikowałem na sporych rozmiarów ’podest’ nieco oryginalnej posypki GW. Innymi słowy, pracy trochę figura wymaga - czterech braciszków, sporych rozmiarów żerdź, na której wisi dzwon, nad którym, z kolei, siedzą doczesne szczątki jakiegoś tam rycerzyka. Bracia zadni otrzymali w prezencie pomarańczowe włosy, na modłę krasnoludzkich zabójców. Pomysł szalony, nie bardziej jednak niż łażenie z truchłem na desce od wsi do wsi. Przy okazji miałem pierwszy raz możliwość pomalowania świec (hmmm, kolejne będą lepsze?).
Z poważniejszych skojarzeń, nie mogłem się opędzić w pewnym momencie od Cyda. Ponieważ malowanie całego regimentu rozwlekło się w czasie, opuścił mnie też wesoły nastrój, jaki towarzyszył pierwszym sześciu pielgrzymom. Ale srutu-tutu, baju-baju - liczy się w końcu to, co powie klient. Jeszcze drugie tyle pielgrzymów i niech ta cała szalona i pokręcona załoga w habitach startuje z mojego biurka w inny wymiar. Pora bowiem przymierzać się do realizacji noworocznych planów modelarskich.
P.S.
To także moja pierwsza próba złożenia dwóch zdjęć w jedno… wielkie nieba!
P.P.S.
To nie jest mój najmocniejszy tydzień...

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS