Podwójnie spojrzenie
Lepiej późno, niż wcale? Tak, w tym wypadku to sama racja. Dlaczego? Po pierwsze serial ‘Kompania Braci’ zobaczyłem pierwszy raz kilka lat po jego premierze, a dokładnie osiem. Po drugie, książkę o tym samym tytule, na kanwie której powstał serialowy scenariusz, przeczytałem na samym końcu, po obejrzeniu filmu właśnie.
Choć autor prowadzi nas tym szlakiem w suchym, komentatorskim stylu nie można się od lektury oderwać , czytając przywołane, rzeczywiste dialogi, wspomnienia oraz pojedyncze opinie żołnierzy kompani E, poznając fakty z żelaznego szkolenia, przede wszystkim biorąc udział w kolejnych operacjach zachodniego frontu, w których Easy czynnie walczyła. A tych ostatnich jest oczywiście sporo – lądowanie w Normandii w przededniu D-Day, Holandia i Market Garden czy niemiecka zimowa ofensywa w Ardenach i oblężenie Bastogne, wreszcie Alpy i ostatnie zadanie – Austria, w okresie między końcem wojny a ostatecznym terminem demobilizacji. Stwierdzam, że dobrze zrobiłem, że przeczytałem książkę po obejrzeniu serialu. Po pierwsze mogłem potwierdzić jego zgodność historyczną, po drugie uzupełnić wiedzę o te obszary, o których serial nie opowiada. I nic dziwnego, bo zwykle książki są znacznie szerszym źródłem niż film. Czy z książki wieje patosem? Na szczęście nie. Jest to rzetelnie przedstawiona historia sławnego oddziału, jednocześnie hołd dla ludzi, którzy go tworzyli. Pomimo suchego stylu ładunek w opowiadanej historii jest spory , czego oczywiście można spodziewać się po tematyce – wojna, widziana oczami ludzi walczących w pierwszej linii, doświadczających związanych z taka sytuacją emocjami. Może w kilku momentach powiało idealizmem (czy idealizowaniem), w kilku szowinizmem (np. opinie o poszczególnych nacjach, jakie armia amerykańska miała możliwość wyzwalać spod niemieckiej okupacji), ale to raczej sporadyczne przypadki. Poza tym pomniki można stawiać bohaterom wojennym na różne sposoby. Było, nie było uważam, że każdy szanujący się miłośnik historii II wojny światowej powinien ją przeczytać.
Co do pomników, takowy członkom Easy na pewno postawili swoim serialem „Kampania Braci” (2001) jego twórcy. Jest to pomnik monumentalny, śmiem twierdzić, że również w kategoriach samej kinematografii (weźmy budżet serialu, wyliczony na ok. 125 milionów dolarów). Za tym filmowym, dziesięcioodcinkowym przedsięwzięciem HBO stoją takie nazwiska jak Spielberg (produkcja) czy Hanks (scenariusz) oraz spora rzesza doskonale dobranych aktorów, jako że film (no i oczywiście prawdziwa historia) nie ma jednego, głównego bohatera. Z pewnością nie jest to też ekranizacja powieści Ambrose’a – jest to ekranizacja losów kompani Easy, ludzi, którzy ją tworzyli a książka pomnik, o czym wcześniej pisałem, okazuje się być tu punktem wyjścia. Nie wiem kto , oglądając serial, jest w stanie pozostać na niego obojętnym, i to z wielu powodów. Można zapytać, z jakich? Na pewno aspekt wizualny (zdjęcia, efekty, rekwizyty i ich autentyzm historyczny) to jedno. Przyznać trzeba (i to nic odkrywczego), że Amerykanie ‘to potrafią’ kręcić filmy wojenne. Przy tej okazji nasuwa się porównanie do filmu ‘Szeregowiec Ryan’ – serial bije go tu o klasę, jeśli można tak powiedzieć. Realizm (i naturalizm) scen oraz sekwencja i sposób ich kręcenia trzymają w napięciu i prowadzą do refleksji „to musiało tak wyglądać”. Tym samym do refleksji trudnej, momentami wstrząsającej. Drugi z powodów, o którym muszę napisać osobno, to muzyka. Zwykle zwracam na nią szczególną uwagę. Michael Kamen i Robert Elhai stworzyli doskonałe tło do opowiadanej opowieści: mało patetyczne, minorowe, miejscami niepokojące i, znów to skojarzenie, refleksyjne. W połączeniu ze zdjęciami dostajemy momenty, których nie sposób zapomnieć. Wymienię choćby jeden, mianowicie dzienne lądowanie w Holandii w ramach operacji Market Garden, wręcz poetyckie w odbiorze. Trzeci z powodów to sposób opowiedzenia całej historii. Twórcy posłużyli się doskonałym zabiegiem narratorskim – każdy odcinek opowiedziany jest przez innego członka oddziału, często w pierwszej osobie. Dzięki temu opowieść staje się jeszcze bardziej realna, pozwala poznać myśli i odczucia prawdziwych weteranów – ci zresztą pojawiają się na moment na początku każdego odcinka, wspominając czy komentując, dając niejako przedsmak opowiedzianej dalej historii . Innymi słowy serial to nie tępa rąbanka, w której efekt specjalny goni efekt specjalny. Zdecydowanie większy nacisk, w moim odbiorze, położona na aspekt ludzki – człowieka w środku okrucieństw wojny, jego emocji, uczuć i odczuć, refleksji które mu towarzyszą, drogi wewnętrznej, jaką przemierza, tego, kim się w efekcie staje. W znakomitej większości są to opowieści poruszające, na które dodatkowo spojrzeć można z dwóch perspektyw – jednostek i grupy, jaką tworzą. Całość odbieram jak powieść drogi: od srogiego treningu przed wyruszeniem do Europy, gdzie zapał i naiwność młodych zmaga się z wybojami regulaminu, gdzie rodzi się swoista więź, poprzez pierwsze akcje bojowe, prowadzone niemalże z fantazją (Normandia) do piekła ardeńskiej zimy i związanych z nią dotkliwych strat w zabitych, rannych i mentalnie okaleczonych żołnierzach, po ostatnie akcje 45 roku i nadzieje na przeżycie wojny. Jest to opowieść drogi, która pozwala zrozumieć, dlaczego użyto sformułowania ‘Kompania Braci’ – pozwala zrozumieć jego genezę, chrzest bojowy i piekło, przez które przechodzi, doświadczenia, dzięki którym nie pozostaje tylko pustą nazwą.
Klasyczny już niemal serial, rzetelna książka – warto poświęcić kilkanaście godzin dla tej opowieści. Opowieści o ludziach, którzy tworzyli historię, musieli znaleźć się w wojennej rzeczywistości, pokonać samych siebie i wroga, z którym przyszło im walczyć, odpowiedzieć nie raz na pytanie, czym są granice ludzkich możliwości.
Adrian Stolarczyk




0 komentarzy:
Prześlij komentarz