Zmierzchało, było mroźno i na dodatek prószył delikatny śnieg. Cała armia nieumarłych zebrała się w cieniu lasu. Ożywione zwłoki stały beznamiętnie wpatrując się w przestrzeń. Czekali na bitwę, ale bez towarzyszących jej zwykle emocji. Vass Farkas ukryty w zaroślach obserwował rozciągającą się przed nim olbrzymią polanę, na której miała stoczyć się bitwa. Na razie pozostawali w ukryciu, chciał zaskoczyć wroga i zyskać tym większą przewagę.
- Czekamy już wiele godzin, a przeciwników nadal nie widać. Przeklęte tchórzliwe elfy. – wyszczekał gniewnie wampir.
-Tak, Paaanie. I przeklęte tchórzliwe zwierzoczłeki chaosu, Paaaanie. Oni też się spóźniają. – przymilnie wystękał ghoul Zenek spoglądając na swój staroświecki zegarek elektroniczny z kalkulatorem.
- A ty kim jesteś do cholery? – zapytał wściekły wampir.
- Ja, Paaanie? Zenek, Paaanie. Ghoul Zenek. – powiedział ghoul Zenek kłaniając się w pas i tracąc przy tym telefon z górnej kieszeni puchowej kurtki.
- Co? – wampir zdziwił się zapominając o gniewie - Ten z rozdziału VIII „Szeleszczące szepty nocy”?
- Tak, Paaanie. Dokładnie ten. – potwierdził Zenek
- Uwielbiam tą historyjkę – rozmarzył się wampir z uśmiechem na upiornym pysku. Nagle mina mu zrzedła i jego rysy znowu zmieniły się na wściekłe i pełne nienawiści. – To tylko durna bajeczka. Ty nie możesz istnieć.
- Paaanie, w każdej historii jest ziarenko prawdy, Paaanie. W tej ziarenkiem jestem ja. – odparł dumnie prostując się i wskazując na swoją pierś krzywym palcem. Wampir popatrzył na niego krzywo z niesmakiem i niedowierzaniem, ale miał ważniejsze sprawy na głowie niż jakiś świr twierdzący, że piszą o nim historie w Internecie. Z powrotem skupił się na obserwowaniu pola przyszłej bitwy. Nagle w dali zobaczył zbliżającą się jakąś postać.
- Idą – warknął – Przygotować się.
W napięciu obserwował co będzie działo się dalej, ale nie pojawił się nikt więcej. Postać niezgrabnie i powoli zbliżała się do nich. Można już było zobaczyć niektóre szczegóły jak straszliwą bladość skóry osobnika, olbrzymią dziurę w jego brzuchu oraz prawie całkowity brak głowy. Postać z wysuniętymi do przodu rękami ewidentnie szła na oślep.
- Co do k..? – zapytał sam siebie zaskoczony Farkas.
- To ząbi Dżony, Paaanie. Stracił twarz w dziewiątej części i widocznie pobłądził w lesie.
- Janek? Janek Doe? Znaczy się Kowalski? – zapytał uradowany wampir – Uwielbiam „Krótki żywot umarlaka” to moja ulubiona historia….Zaraz, zaraz, przecież on nie może istnieć. – zmarszczył brwi i spiorunował spojrzeniem pokręconego ghoula. Zenek tylko wzruszył ramionami nie wypowiadając ani słowa.
- No dobra, obojętne. Wyślijcie kogoś po niego bo nam rozwali całą zasadzkę. – Po raz kolejny wściekł się Farkas.
- Oczywiście, Paaanie. Zaraz wyślę Władka żeby po niego podjechał – przytaknął mu Zenek.
- Nie, nie, tylko nie Władka przecież on stracił większość członków – bezmyślnie odparł wampir – Zaraz, zarz, zrz, zrz… - wybełkotał szybko wybałuszając oczy na sługę – On też istnieje?
- Nooo, tak Paaanie. On jest tym drugim ziarenkiem prawdy z tej historii – cierpliwie wyjaśnił Zenek. – Ale tym gorszym ziarenkiem. Mniej ważnym.
Vass Farkas zakrył twarz dłońmi i pokiwał głową z niedowierzeniem. Kiedy po wielu trudnościach Władek w końcu przywiózł Dżonego do lasu znowu nastała głęboka cisza. Nagle świsnęło i tuż przed wampirem na gałęzi zawisł nietoperz. Kolejny świst i obok pierwszego przysiadł drugi, ale nie zwisając, bo wiecie, te cholerne plecy. Trzeci świst i uderzenie w drzewo.
– Piephrzony las! – dobył się zduszony krzyk i z krzaków wylazł trzeci gacek.
– Piephrzony las! – dobył się zduszony krzyk i z krzaków wylazł trzeci gacek.
- Wy…. – wystękał już całkiem skołowaciały wampir wskazując palcem po kolei na każdego z nietoperzy – Wy…
- Tak, Paaanie. To oni. Nasi zwiadowcy. Gwacek, Roger i Drak, Paaanie. – przedstawił całą ekipę Zenek.
- Dhraque! Drogi kolego, Dhraque. – odezwał się z wyrzutem w głosie obolały nietoperz.
- Her Ubersturmfuhrer, melduję, że wroga brak. Powiedzieli, że to... znaczy, że nie przyjdą walczyć – zameldował Gwacek stojąc na baczność.
- No… To chyba nici z potyczki – wyszeptał słabym i zrezygnowanym głosem wampir – Wszyscy spocznij. Rozejść się do domów.. znaczy się grobów. – dodał obojętnie błądząc wokół rozbieganym nieobecnym spojrzeniem i sztywnym krokiem opuścił swój posterunek .
Dziś ostatnia odsłona, na której chciałem pokazać Wam kilka niezaplanowanych elementów oraz kilka tych zaplanowanych. Dokładnie po osiem sztuk z każdego rodzaju. Chodzi tu o „filery”, których w sumie nie miałem w zamyśle robić, ale ponieważ zachciało mi się mieć po pięćdziesiąt chłopa w oddziałach ghouli i szkieletów postanowiłem uzupełnić je właśnie tymi wypełniaczami. Pewnego dnia po motywującej rozmowie z Szeperdem po prostu siadłem i skleiłem do kupy wszystkie elementy. Malowanie to już dłuższa historia. Brakowało mi dwudziestu szkieletów, które uzupełniłem jednym dokupionym zwykłym modelem oraz pięcioma filerami. Do ghouli musiałem wstawić trzy wypełniacze zastępujące dziewięć modeli.
Drugą rzeczą są bohaterowie. Prezentuję Wam ich na zdjęciu dziesięciu, ale ostatnio pomalowałem tylko ośmiu. Dwóch z nich powstało już dawno temu, ale chciałem dziś pokazać całość.
Właśnie opócz całości bohaterów możecie zobaczyć też całość armii. Ciężko było ja całą objąć, ale jakos się udało.
Właśnie opócz całości bohaterów możecie zobaczyć też całość armii. Ciężko było ja całą objąć, ale jakos się udało.
Wybaczcie mi kiepskie tym razem zdjęcia, ale jak na złość padła mi w ostatniej chwili druga lampka i miałem tylko jedno źródło światła. Postaram się zamienić zdjęcia jak tylko zakupię nową żarówkę.
Chciałbym podziękować kolegom Tytanom za wspólne pisanie, malowanie i walkę. Gratuluję im skończonej pracy. Patrząc na wszystko czuję duże zadowolenie i cieszę się z zakończonego projektu. No prawie zakończonego. Mi pozostała jedna jedyna figurka bohatera. Jest to stary klasyczny model Vlada von Carstein, którego Wam wkrótce na Zgiełku zademonstruję już poza Starciem Tytanów. Jeszcze raz dziękuję Wam za wspólną zabawę i oczywiście publiczności za wsparcie i komentarze. Do następnego razu.










8 komentarzy:
Czy mi się zdaje czy tam jest wielki Zombie-gigant wygrzebujący się z ziemi?
Wśród fillerów to chyba najbardziej podoba mi sie ta trumna z gościem w garniturze - taka klasyczna :D
No i koniecznie musisz szybko dokupić drugą lampkę, bo te zdjęcia całości są nie do przyjęcia ;)
Kiedy gramy to zakończenie, żeby się Vass na nas juz nie wkurzał? ;)
He, he - no trzeba mieć dobre serce, nie można tak Vassa wystawiać bez walki do wiatru! Opowiadanie, jak zresztą wszystkie pozostałe (w szczególności zaś te, z konwencji humorystycznej) bombowe.
Na finał, podobnie jak Robson, przyłożyłeś się i jest co oglądać. Jeden z 'fillerów' to ma historię! Pierwszy raz widziałem go jak stał na parapecie w kuchni w pewnym mieszkaniu w Warszawie, potem trafił w moje ręce i teraz proszę - na Tytanów się załapał. Wiecie o którym mowa?
Całość armii robi monumentalne wrażenie, i to pomimo braku lampki. Ale przyznam, że po ostatniej bitwie trochę mniej boję się tej masy.
To co Gobos? Cieszymy się? Trochę to trwało, ale jest.
To pewnie ten staroedycyjny duzy pan w jeszcze większej czapce i z laską ;)
On że to jest!
A tak w ogóle to co to za koleś? Publiczność domaga się wyjaśnienia historii tegoż pana (niech mu będzie Franek)! ;)
Nie wydaje Ci się, z ziemi wygrzebuje się już lekko nieświeży gigant.
Ponownie biję sie w pierś z powodu kiepskiego doświetlenia. Krzywda zostanie niezwłocznie naprawiona.
Robson czy Ty właśnie nazwałeś Nagasha Frankiem? Strzeż się. Ja znam jedynie ten fragment historii jak przeszedł z rąk Szepa do moich. Stało się to dlatego, że mój drogi kolega nie miał co z nim zrobić. Teraz już po kres dni zostanie w moich rękach.
Gobos się cieszy i to bardzo, a Ty jeszcze zaczniesz się bać masy. Gdy pewien osobnik powiedział do Yody "I'm not afraid", to on mu na to: "Yee. You will be. You will be."
Maaaaasa!... kra!!! Twoja armia przeraża mnie liczebnością, której nie boi się już Szeperd. Piękne przedsięwzięcie i takie idące z duchem tej armii, a kwintesencją jest dla mnie podarty sztandar w rękach wampira. Wspaniały klimat! Niestety chętnie rozszarpałbym ci gardło i wychłeptał krew za to zdjęcie grupowe! Grrrr! Brawo kolego. Robota godna medalu.
A opowiadanko jak zwykle przezabawne :).
Zrobiłem nowe zdjęcia zbiorowe. Szału nie ma, ale jest lepiej :)
Niestety, ale do takich zdjęć mój aparat jest średni jak nie ma dobrego tła i światła.
Mam nadzieję, że wystarczy.
Dzięki za komentarze
Prześlij komentarz