Szkoda, że rzadko się spotykamy. Szkoda, że nie wszystkim uda się dotrzeć. Szkoda, że czas leci szybko. Szkoda, że czas spotkań trwa tak krótko. Szkoda, że zdrowie czasem zawodzi. Dużo tych szkoda, ale z drugiej strony można popatrzeć na te dobre sprawy. Ekstra się od czasu do czasu spotkać, fajnie, że ktoś przyjedzie, że to prawie cały weekend i jest czas przyjemnie spędzony. Tylko do zdrowie czasem zawodzi.
W piątek odwiedził mnie Szeperd i wieczorem rozegraliśmy bitwę w warhammera. Oj dawno nie graliśmy, oj dawno. Nasza znajomość zasad bardzo uboga spowodowała błędy i sporo wątpliwości podczas gry, jednak nie przeszkodziło nam to w dobrej zabawie. Mieliśmy tego dnia rozegrać ostateczne Starcie Tytanów, ale znowu to „zdrowie” dało się we znaki. Za to udało nam się dokonać próby generalnej w dwóch trzecich. W tej bitwie okazało się, że rozmiar się nie liczy, a liczy się jakość. Najlepszy przykład to osiem driad walczących z pięćdziesiątką zombie. Po sześciu rundach zombich zostało zero, a driad cztery i zapewniam, że nikt im nie pomagał – wynik 50:04. Elfy zwyciężyły, pokonały hordę umarłych.
W sobotę, po kilkugodzinnym wypoczynku, zebraliśmy się rano i pojechaliśmy na turniej DBA. Pożyczoną od Szepa armią próbowałem sobie przypomnieć o co w tej grze chodziło. Po pierwszej przegranej bitwie trochę sobie przypomniałem i udało mi się co nieco wygrać. Pokonałem nawet wyżej wymienionego mistrza warhammera. Tak więc po jeden w zwycięstwach. Ostatecznie zająłem w turnieju miejsce czwarte, to najwyższe dotąd miejsce w mojej karierze turniejowej. Z drugiej strony na sześciu graczy nie wiem czy to taki wielki wyczyn, ale mogę pochwalić się zwycięstwem z największym mistrzem z numerem „jeden”. Na jego usprawiedliwienie powiem, że armię wybrał sobie niezbyt powergamerowską.
Dziękuję wszystkim. Do następnego takiego spotkania, oby szybko.



8 komentarzy:
Ja mistrzem warhammera?! Dobry żart! A weekend, czy tyle, ile udało nam się z niego wycisnąć, faktycznie był fajny i miły, i to pomimo faktu, że pierwotny plan był zgoła inny. Ale, ta jak piszesz, zdrowie zawiodło (i jeszcze kilka spraw), nic na to nie poradzimy.
Co do warhammera to trochę hardcorową próbę powrotu sobie zafundowaliśmy, bo w sumie 5 godzin poświęconych na przygotowanie rozpisek, ustawienie stołu i rozegranie bitwy. Byłem, przyznam, lekko wyczerpany fizycznie . Gdybyśmy się lepiej przygotowali (rozpiski, znajomość zasad), gra mogłaby być krótsza, a może też nieco inna. Sprawdziłem kilka rzeczy po powrocie do domu - oj nawaliliśmy baboli!
I choć faktycznie grało się nieźle, to przyznam szczerze, że przed przyjazdem miałem większy entuzjazm i plany do do battla na przyszły rok, niż teraz. Nie chce odgrzewać po raz n-ty dyskusji nad wyższością tych czy owych zasad. Po prostu nieco dobił mnie czas tej rozgrywki. Tak na dobrą sprawę, trwała tyle, co cały turniej DBA, gdzie mieliśmy okazję zmierzyć się z 4 przeciwnikami i różnymi armiami. I wiem, że to może kwestia chwili, ale właśnie ten organizacyjny aspekt w postaci długości rozgrywki gniecie mnie to teraz. Jak to napisałeś w tytule? Szkoda... a może i nie? Sam do końca nie wiem.
P.S.
No i nie usprawiedliwiaj mnie, że grałem niezbyt powergamerowską armią w DBA. Nic, powtarzam, nic nie tłumaczy moich porażek! :)
Z tym młotkiem to niestety już tak jest... 5 godzin z życia na jedną bitwę ~2500 w plecy. A na mniej punktów to nie ma nawet co zaczynać, bo równie dobrze można by jedną kostką rzucić na 4+ kto wygrał ;) Ot taki urok systemu... A pamiętacie jak chodziliśmy na turnieje do Gnoma? Ja sobie już tego nie wyobrażam ;)
Ale za to lubię sobie symulować te bitwy w wyobraźni - tam magia warhammera nigdy nie zawodzi (i nie chodzi mi tu o rzuty kostką, tylko ten bardziej ezoteryczny wymiar słowa magia)
No cóż, niby racja. Czasem nie do końca racjonalne zasady to jeszcze spoko, bo nie ma idealnych systemów. Natomiast ten czas daje w dupę faktycznie. Szkoda mi całkowicie porzucać warhammera bo lubię ten świat i jesli o mnie chodzi to w naszym gronie pokusiłbym się o drobne (albo grube) modyfikacje zasad żeby rozgrywka cieszyła i żebyśmy jednak mogli czasem poprzesuwac te klocki po stole.
Nie ma co tego porównywac do DBA bo to kompletnie inne rzeczy. Pod względem skomplikowania porównałbym to do szachy kontra skoczki. Pomijam oczywiście niedoskonałości w zasadach, a jedynie czas rozgrywki i różnorodność figur na stole ;)
Nie poddawajcie się :)
Tu nie o poddawanie się chodzi, raczej o to, jak się zmotywować i znowu tym cieszyć. Przecież do kawał historii, z tego pnia się wywodzimy... :)
No cóż, czas pokaże. Mówiliśmy wszak coś o regularnym graniu w ramach kampanii dla 4 osób (czwartą osobę mogę nagrać - sami-wiecie-kogo), tak raz na dwa miesiące. Może ktoś da hasło do boju ;).
Daje hasło do boju! :)
Możemy mimo wszystko pomyśleć o czymś dla przyspieszenia rozgrywki. Jakieś pomysły? :)
Gotowe listy armii :P I najlepiej ustalić miejsce spotkań i tam trzymać rozłożone wszystkie figury, żeby ich nie wyciągać za każdym razem mozolnie z gąbek itp... Niestety w przypadku WHB ten drugi aspekt jest raczej nie do przyjęcia... W DBA przygotowanie armii to wyjęcie 12 podstawek z pudełka na cukierki, tutaj trzeba wyciągnąć w przybliżeniu 100 figurek i do tego poukładać je w oddziały na movement trayach, co czasem jest też niezłym kolcem w zadzie, szczególnie jak się poprzykleja figurki w fikuśnych pozach... Ogónie to chyba przygotowanie do gry jest teraz największą bolączką, bo z tego co pamiętam z naszych gier z GoBoSem zasady sprzyjają szybkim wymianom argumentów między stronami (pierwsze szarże w drugiej turze, mało który oddział przeżywa więcej niż 2 rundy walki, dodatkowe walki z overrunów itp.)
No gotowa lista to kwestia przygotowania sobie tego wcześniej.
Wyciąganie modeli to rzeczywiście kiszka. Może mocne magnesy pod modelami żeby się trzymały podstawki i były już gotowe regimenty :)
A sama rozgrywka też trwa długo. My graliśmy ostatnio koło 4 godzin samej gry. Obawiam się jednak że tu niewiele da się zrobić. Faza magii, strzelania, walki i do wszystkiego multum rzutów kostkami - to powoduje długą rozgrywkę. Faza ruchu jest szybka.
Godna uwagi dyskusja i pomysły, mnie jednak nie o to chodziło, żeby zmieniać warhammera - zasady.
Jasne - rozpiskę można przygotować wcześniej, to zawsze te 20 minut mniej. Lepsza znajomość zasad też sprawia, że gra się gładko a do rulebooka zagląda raz czy dwa na bitwę. Podstawki pod regiment - również. Łącznie te trzy rzeczy to jakaś godzina do przodu, więc warto. I takie czasy też pamiętam.
Ale ja nie o tym pisałem w komentarzu. Pisałem też, że nie chcę zaczynać od nowa dyskusji. Ale pożyjemy, może przy okazji następnej gry będzie inna percepcja!
A takie danie hasła do boju to ja też potrafię!
Prześlij komentarz