Uwaga, będzie oświadczenie: przy wymaganym minimum nakładu pracy, zarówno w kwestii zasobów czasowych jak i farbiarsko-modelaraskich, można zaprzeczyć wszystkim leniom świata, którzy nie traktują bitewnego hobby z należytym szacunkiem i nie próbują nawet zbliżyć się to dolnej granicy hobbystycznej przyzwoitości, szczując na mnie – biednego, starego – swoje nieoszlifowane, niesklejone i niepomalowane regimenty… To oczywiście żart, a powodów takiego stwierdzenia szukać należy w dziesięciu godzinach systematycznej pracy przy krasnoludzkiej taśmie prawdy. Efektem końcowym jest pomalowany regiment łoriorów, który prezentuję na załączonym zdjęciu. Całe przedsięwzięcie utwierdza mnie w przekonaniu, że :
- ‘chcieć to móc’;
- seryjne malowanie w przypadku regimentów to całkiem dobry pomysł, szczególnie jeśli przedkłada się ogólny ‘look’ i chęć grania wykończonymi miniaturami nad nagrodą nobla-gobla w dziedzinie szczegółów, malowania warstwami czy bez użycia farb metalicznych;
- obok elfów, w życiu pomalowałem najwięcej miniatur krasnoludów do WFB;
- stary wzór wojownika klanowego ma swój niepowtarzalny klimat;
- rozjaśnianie Dark Angles Green kolorem Goblin Green to całkiem fajny pomysł;
- pędzle marki GW do ‘drajbraszu’ są dużo lepsze, niż własne próby przycinania zużytych pędzli rodzimej produkcji;
- nadal lubię szare podstawki;
- rogi, malowane na odwrót niż GW, są bliższe regułom natury;
- robię coraz lepsze zdjęcia figurkom;
- powinienem zakończyć ten wpis;



0 komentarzy:
Prześlij komentarz