wtorek, 31 lipca 2007

Epitafium

Nie ulega wątpliwości, że hobby bitewne generuje osobliwe przyzwyczajenia. Znam graczy-kolekcjonerów, którzy w trakcie malowania mają zwyczaj zlizywać resztki farby z pędzla. Zaręczam, że jest ich co najmniej kilku. Znam i takich, którzy rozpoznają poszczególne marki farb akrylowych po zapachu, na dodatek porównując ich niepowtarzalny bukiet aromatyczny z rożnymi gatunkami wyborowych alkoholi. Doszły mnie słuchy o graczach, którzy za wypełniacz, potrzebny przy transporcie figurek, stosują watę. Są tacy, którzy rozrabiają i mieszają farby na kciuku dłoni, która służy do trzymania figurki w procesie malowania. Nie wspominająca o tych kamratach, którzy ledwo mazną pędzlem po figurce, to od razu lecą robić zdjęcie i piszą bloga!
Dzisiaj chciałem podzielić się jednym z własnych przyzwyczajeń. Nie dalej, jak rok temu napomknąłem o całej sprawie, prezentując wykres własnej aktywności malarskiej w różnych latach. Wykres to komputerowy śmieć, ważniejsza jest ciężka, ręczna praca rzemieślnika. Wykres to tylko wizualizacja – ważne są dane. Te ostatnie pochodzą z moich zapisków na dwóch kartkach papieru formatu A5. Mniej więcej od roku 2004 prowadziłem ręczną ewidencję postępów malarskich, jak nietrudno się domyśleć, przy elfiej armii do warhammera.
Na tym, zabytkowym już, kawałku papieru, znaleźć można daty ukończenia poszczególnych regimentów czy pojedynczych modeli. Można znaleźć również założone terminy ostatecznego ukończenia kolekcji. Terminów tych jest kilka z różnych powodów, głównie ze względu na dodatkowe zakupy w tzw. międzyczasie oraz własne lenistwo. Tak się w pewnym momencie zżyłem z tą kartką papieru, że integralną częścią malowania każdej miniatury stał się moment wpisania daty jej ukończenia. Chwilami przybierało to rozmiar obsesji; w moim rozumieniu stało się ważniejsze, niż ukończeni podstawki, czy położenie werniksu na figurkę. Teraz wychodzę z tego nałogu, walcząc z ciężkimi objawami abstynencji.
Co by, jak mawiają, nie gadać po próżnicy, zapraszam na rzut okiem – całość nieco hermetyczna. Być może ktoś wykorzysta to kiedyś do podważenia mojego zrównoważenie umysłowego. Cóż, ‘najwyżej’ prezydentem nie będę.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS