Idea
Człek ze mnie leniwy, do tego jakoś brak mi ostatnio motywacji do malowania. Chcę, knuję ale niewiele z tego wychodzi. Jednak jak wiadomo z myślenia wychodzą czasem różne dziwne rzeczy, więc myślałem. A co myślałem? Ano mniej więcej:
- Kopa ci trza, coś cię do pracy musi napędzać, coś motywować, pomagać.”
I nic, nie mogłem znaleźć nic takiego, turniej żaden nie zbliżał się wielkimi krokami, w wfb nie ma z kim grać, do tego ciągle coś odwraca uwagę w inną stronę. Po jakimś jednak czasie, oko me padło na mały zmizerowany przedmiocik, leżący na parapecie mojego byłego już pokoju. Ha! To było to! Eureka! Kleopatra! Curie Skłodowska też! Nie czekając ni chwilę dłużej chwyciłem to w garść i pobiegłem z kurzu obmyć, i tak narodził się Wyrzutnik Sumienia.
Plan
Do wykonania wyrzutnika nie trzeba wiele ani pracy, ani chęci, ani zdolności. Już samo to zdaje się gwarantować sukces osobom mojego pokroju. Najważniejsze żeby to coś, coś czego potrzebujemy nosiło oznaki pudełkowatości, przezroczystości i braku kurzenia się wewnętrznego. Dodatkowo może przydać się jakiś kawałek gąbki, czy też, jak w moim przypadku, kawałek papieru toaletowego. Jak mamy już takie pudełko to:
- wykładamy je czymś miękkim,
- wkładamy tam figurki które mamy pomalować albo są zaczęte acz nie skończone,
- zamykamy co by się nie kurzyło,
- umieszczamy w miejscu gdzie wzrok nasz pada często (nie na telewizorze).
Zasada działania
Jakże prosta, a jakże genialna! Wyrzutnik działa poprzez bodziec wzrokowy który połączony systemem nerwowym z sumieniem powoduje wyrzuta. Wyrzutnik z zasady nie działa w przypadku osób bez sumienia zatem. Stawiając go na widocznym miejscu, np. na biurku przy którym zwykliśmy zasiadać, czy obok łóżka jeśli ktoś niezbyt siedzieć lubi, narażamy się na ciągłe bombardowanie wspomnianymi wzrokowymi bodźcami, które ruszają nasze sumienie, wywołują myśli o malowaniu, tęsknotę do pędzla, pomysły jak zaczęte figurki dokończyć i za co zabrać się później aż ostatecznie powodują zabranie się za malowanie. Nie pozostało nic innego, niż pomysł w życie wprowadzić, robiąc przy okazji za beta-testera.
Podsumowanie testów
Testami zająłem się zatem bez zwłoki, do wyrzutnika trafił kuszniczy kwartet któremu barw zabrakło od pasa w górę (biorąc pod uwagę, że krasnolud od pasa w dół nie stanowi dużego wyzwania artystycznego, nazwać ten etap malowania można stanem surowym) sam zaś wyrzutnik stanął na specjalnym stoliku przeznaczonym do malowania, po mej prawicy.
Było to miesiąc temu, pierwsze dwa tygodnie dumnie nazywałem testami, kolejne dwa – pogodną rezygnacją. Jakie wnioski zatem? A takie, że wyrzutnik sprawuje się doskonale... jako powstrzymywacz kurzenia się figurek. Co do jego działania głównego, to po kilku godzinach przesiadywania obok niego, stał się częścią krajobrazu, jak plamka na ścianie co denerwuje przez pierwsze 2 godziny a potem przestaje zwracać uwagę, czy włącznik światła widniejący na horyzoncie. Wyrzutów nie uświadczyłem, sam wyrzutnik ma sie dobrze, jednak nazwę wymyślić trzeba będzie chyba inną, bo ta nijak nie pasuje.
Wnioski
Wnioski w sumie przedstawiam na zasadzie alternatywy, bo doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jak stwierdzę u siebie tylko jedną z tych przypadłości, dwóch na raz bym nie zniósł.
Albo nie mam sumienia, albo kiepski ze mnie wynalazca.



0 komentarzy:
Prześlij komentarz