piątek, 25 stycznia 2008

Na szybko

 Nie – nie chodzi o malowanie miniatur. Na szczęscie na szybko tylko piszę ten wpis gdzieś między oddaniem projektu z grafiki komputerowej, kanapką z serem żółtym a pisaniem projektu z metod numerycznych drugich. Choć... ostatnio zauważyłem, ze zacząłem przedkładać tempo malowania nad wyrafinowanie. I tak standardową technikę malowania warstwami (layering) zastąpiła metoda konstruowania + kolorowy wash. Odczuwam znaczną satysfakcję z obserwowania kolejnych elementów pojawiających się na półce... ale. No własnie, czy nie zatraciłem gdzies dokładności, kunsztu, sztuki malarskiej?

Swego czasu kolega MiSiO bardzo zrzymał się na metodę zwaną dippingiem, polegającej na, nie przymierzając, pokolorowaniu figurki podstawowymi barwami i późniejszym zanurzeniu jej w lakierobejcy (sic!). Z drugiej strony są figurki malowane całym wachlarzem technik, dopieszczone, te które widujemy w różnych serwisach. Zastanawiam się na jakim etapie jestem teraz? Czy bliżej mi do dippingu, czy nadal dążę na wyżyny umiejętności malarskich (byc może nigdy się na nie nie wzniosę, ale dążyć zawsze można...)?.. Nie powiem – ostatnio zależało mi głównie na szybkości. Okazało się jednak że szybkość przynosi także satysfakcję – z obserwowania coraz to nowych gotowych miniatur i z posiadania w pełni pomalowanej (kolejnej) armii. Czasem jednak wracając do starych modeli lub przegladajac serwisy żal człowiekowi robi się że nie przyłozył się lepiej... Co więc wybrać? Gdzie szukać złotego środka? 


No dobrze... zostawmy filozofie. Aby na blogu było troszke kolorów, postanowiłem wrzucić zdjecia paru pobocznych miniatur, które pomalowałem przy okazji nadchodzącej kampanii – najprawdopodobniej staną się częścią kilku znaczników. Może nie pasują klimatycznie akurat do mojej armii, ale zawsze lepiej mieć na stole ładne miarki i znaczniki niż jakieś wyciete z szarego kartonu (oczywiscie lepiej też jest mieć kartonowe niż żadne ;) ). Pomalowane są wspomnianą wyżej techniką. Muszę przyznać że niektóre kolorki wyglądają w niej świetnie. No i dodam również, że zakochałem się w „ubranych” konikach – wyglądają przepięknie. Nie spodziewałem się akurat takich miniatur gdy składałem zamówienie w Essexie na „barding horses”... no ale suma sumarum jestem wdzięczny, że są takie jakie są... Dzieki temu już wybrałem kolejną armię w planach – Italian Lombard ;).

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS