czwartek, 31 stycznia 2008

Żelazna Gwardia Svearów

III/40 (c) Leidang 790-1070AD

Szwedzi ery Wikingów

Szwedzi, których nazwa pochodzi bezpośrednio od plemienia normańskich Svearów, zamieszkiwali i zamieszkują wschodnią część półwyspu skandynawskiego, stanowiącą jednocześnie zachodnie wybrzeża Bałtyku. Do szwedzkiego terytorium zaliczyć należy również wyspy, Gotlandię i Olandię, choć dowody naukowe wskazują, że na tychże wyspach kultura byłą w pewnym stopniu odrębna. W odróżnieniu od nieurodzajnych ziem Norwegii, południowa część kraju sprzyjała rolnictwu i hodowli (podobnie jak w Danii). Szwedzi epoki Wikingów, w przeciwieństwie do innych skandynawskich pobratymców, nie wytworzyli przez długi czas silnego ośrodka centralnej władzy królewskiej - doszło do tego znacznie później, w połowie X wieku, za sprawą Olafa Skotkonunga. Z historycznych miejsc ulokowania królewskiej władzy wymienić należy kolejno takie miasta, jak Gamla Uppsala, Birka czy wreszcie Sigtuna.

Jeżeli chodzi o ekspansję, to przez znaczną część ery wikińskiej, szwedzcy Normanowie kierowali swe zamiary i poczynania na wschód – znany jest ich wkład w kształtowanie państwowości ruskiej w IX wieku (dynastia Rurykowiczów), znany jest zasięg wymiany handlowej z tą częścią Europy oraz Azji; wiemy, że docierali do Konstantynopola (który nazywali Miklagard), gdzie ceniono ich wojenne umiejętności i gdzie najmowali się do służby (Gwardia Wareska). Legendarna już niemal jest wyprawa Ingvara (i upamiętniające ją kamienie), która dotarła na Daleki Wschód. Mogę osobiście zaświadczyć, że widziałem wikińskie graffiti z IX wieku, wyryte wewnątrz kościoła Haga Sophia w Istambule. Po konsolidacji państwowości na Rusi (X i XI wiek) częściowo kierunki szwedzkiej ekspansji zawróciły na zachód. I choć grozę wśród Celtów i Sasów budzili głównie Norwedzy i Duńczycy, to szwedzki ślad jest również obecny na zachodzie Europy.

Malowanie

DBA jest z założenia odzwierciedleniem historycznych bitew i armii. Podejrzewam, że im bliższy prawdzie wygląd końcowy, tym lepiej. W przypadku Szwedów poszedłem nieco pod prąd, szczególnie, jeśli spojrzymy na kilka elementów. Mając do dyspozycji trochę kolorowych albumów poświęconych strojom czy uzbrojeniu, świadomie zdecydowałem się na odstępstwa. Sądzę, że nie ma w tym jednak nic zdrożnego, nawet, jeśli wspomniane odmienności mają źródło w światach wydumanych. Co do ostatecznego składu armii, to nadmieniam, że firma Essex w odpowiednim zestawie nie zamieściła ośmiu elementów Ax – a te można zamiennie wystawić z ośmioma elementami Bd. Ostatecznie więc łączna liczba podstawek wynosi piętnaście, a nie dwadzieścia trzy. Dla potrzeb rozgrywek jedynym wyjściem z tej sytuacji jest umowne uznanie, że elementy reprezentujące Bd mogą pełnić funkcję Ax.

Stal i zieleń – mój pierwszy zamysł, a w efekcie realizacja i końcowy efekt. Inspiracji kolorystycznej dostarczyli mi rycerze Rohanu, których opisywany czy ekranizowany wygląd odpowiada wielce moim gustom. Poza tym kultura Rohanu jest wzorowana na normańskiej, co do tego nie ma dwóch zdań. Skoro więc Tolkien poszedł w tę stronę, ja postąpiłem odwrotnie. Kompozycja elementów pod kątem uzbrojenie, głównie kolczug, stawiałaby tych wojowników na szczycie zamożności. Takie koszule kolcze to spory majątek, nawet jak dla Wikinga. Stąd przyjąłem, że poniższe pięć elementów to Żelazna Gwardia normańskiego jarla oraz on sam, we własnej osobie.

Jarl w otoczeniu swojej Żelaznej Gwardii

Słowo Leidang może oznaczać „pospolite ruszenie”. Wbrew stereotypom jednak nie każdy Norman był zakutym w stal mordercą. Uczestnicy łupieżczych wypraw w znakomitej większości zajmowali się na co dzień uprawą roli, robiąc sobie czasem dłuższe przerwy na wypad tu i tam. Stąd druga czwórka elementów Bd ma nieco łagodniejszą aparycję. Mniej stali (kolczug), więcej kolorów. To ostatnie zostało na mnie wymuszone designem miniatur – gdybym pomalował je wyłącznie na zielono byłyby zbyt monotonne. Tym samym złamałem nieco jednolity wygląd pierwszej czwórki, tracąc szansę na koherentny wygląd całości. Z drugiej strony nie ma w tym nic nieautentycznego – uniformizacja umundurowania to wynalazek znacznie późniejszy. A może wcześniejszy?

Leidang w czystej formie

Łuk był bronią myśliwych, w mniejszym stopniu używaną w zwarciach. W skład Leidangu wchodzą dwa elementy Bw, które postanowiłem wyróżnić jednolitym kolorem tunik. W przypadku zaczepnej Psiloi (również dwa elementy) kolorystyka jest zróżnicowana, co, wg mnie, może odpowiadać luźnemu charakterowi formacji. Prezentowana armia wikińska zawiera również jeden element Hordy - pomalowałem ją w burych kolorach, odpowiadających prawdopodobnie najniższej, niewolnej warstwie społecznej, z której wywodzi się ta, wyposażona w przeróżne narzędzia krzywdy ekipa. 

Łucznicy, lekka piechota i bura czeladź

Tu najbardziej skręciłem w kierunku fantasy! Element ten malowałem, jako przedostatni, ale na tę okoliczność dokupiłem specjalnie pomarańczową farbę. Analogia jest oczywista – nie muszę jej chyba nikomu tłumaczyć. Choć wygląd moich Berserków jest ahistoryczny, sam oddział jest jak najbardziej autentyczny. Ta grupa wojowników budziła podziw i grozę wśród normańskich społeczności, głównie ze względu na swoją nieobliczalność. Utrzymuje się, że przed bitwą odurzali się oni, wpadając w szał bojowy, w czasie którego siali spustoszenie, nie czuli bólu i z pewnością stanowili przerażający widok. Chciałoby się zakrzyknąć: aarghh!

Farbowani zabójcy

Na koniec

Jest jeszcze kwestia o obozu i znacznika ZOC. Tu zainspirowały mnie wikińskie kamienie runiczne, stąd w przypadku obu makiet jest to motyw przewodni. Kształt ma swoje autentyczne odpowiedniki - w przypadku obozu, jest to kamień z Dynny, jeśli zaś chodzi o ZOC, to głaz z Lindsberg. Również „kamieniarski” charakter ma wykończenie podstawek. Chciałem uzyskać w miarę surowy efekt więc posłużyłem się korkiem. Nie dość, że jestem zadowolony z ich wyglądu, to w dodatku są bajecznie proste w wykonaniu jak i nie wymagają wielkich nakładów czasowych. I jak tu nie być fanem korka?

Myślę, że podszedłem do tematu malowania całej armii ze sporą pasją. Być może popchnęła mnie do zbytniego pośpiechu, a przyglądając się szczegółom malowania można zauważyć niedociągnięcia. Niemniej jednak jestem zadowolony z efektu końcowego i muszę przyznać, że Leidang dał mi sporo radości kolekcjonerskiej, malarskiej i badawczej – nie czułem się tak w związku z tym hobby bodaj od czasu ukończenia legionu rzymskiego, czyli okrągły rok. Dziękuję za uwagę i zapraszam do komentowania.  

Adrian Stolarczyk



0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS