

Już jestem na stadionie, już tylko ostatnia prosta - tyle w temacie podsumowania postępów szwedzkiej armii wikińskiej kolegi Boba. Za mną druga czwórka elementów Bd - tym razem nieco inne wzory, niż w przypadku pierwszej. Stąd kolorystyka bardziej zróżnicowana, dzięki temu dominujący zielony w armii został złamany.
Muszę wyznać, że mam ogromny pęd do ukończenia w szybkim tempie szwedzkich Wikingów. Nawet Żona mówi, że obudziłem na dobre swoją pasje do miniaturowego hobby, a w takim wydaniu dawno jej nie widziała. Przy okazji miałem okazję zdefiniować kolejny sport ekstremalny. Dziwiło was malowanie miniatur na paralotni? To spróbujcie pomalować 15-stki z dwulatkiem, który wspina się wam cały czas na plecy, pyta non stop ‘cio to je’ a kiedy malujecie dolną wargę Wikinga taranuje biurko lub rzuca się na trzymany w ręce pędzel... Ciekawe, co na to mój agent ubezpieczeniowy - zwiększy w związku z tak ryzykownym zajęciem składkę czy nie zwiększy? Tak czy inaczej, będę miał z przemiłe wspomnienia związane z prezentowaną obok ekipą!


0 komentarzy:
Prześlij komentarz