Długo myślałem, że Manfred von Richthofen jest nieco naciąganą inspiracją do modelu, nad którym pracuję – szczególnie do przyjętej kolorystki pegaza. Na szczęście na ratunek pospieszyła Matka Natura – w ostrawskim zoo natknąłem się na obrazek, który wprawił mnie w euforię. O ile bowiem przez długi czas miałem się za wynaturzonego genetyka, majstrującego przy upierzeniu królewskich rumaków latających, o tyle teraz wiem, że nie mam powodów aby tak myśleć. Czerwone ptactwo istnieje i ma się dobrze. Wszystko dzięki czerwonym flamingom - proszę tylko popatrzeć na zdjęcie. Tymczasem prace nad pegazem zostały definitywnie ukończone. Obok kilku poprawek (np. dodatkowe białe warstwy na szyi czy ‘podrasowane’ symbole na tarczkach) na kropierz trafiły smocze symbole z kalkomanii. Szmata jest w głównej mierze malowana techniką suchego pędzla – podobnie postąpiłem przy próbie podcieniowania nałożonych symboli. Obawiałem się bowiem, że jeżeli czerwone smoki trafią na biały herb bez takiego zabiegu, całość wyjdzie jakość blado i bezwymiarowo. I znów postąpiłem eksperymentalnie. Tarcza na kropierzu ma czerwony kolor bazowy, dalej rozjaśniona jest białym kolorem. Wreszcie w miejscu, gdzie na herbie nałożona jest kalkomania próbowałem czarnym kolorem (suchy pędzel) wytrzeć niejako zarys smoczego symbolu. Efekt prezentuje się na drugim zdjęciu. Nic z niego nie wyszło. Dlatego pozwoliłem sobie rozjaśnić smoki z kalkomanii kolorem żółtym. Pegaz dostał jeszcze z lakieru bezbarwnego i został odprowadzony do stajni. Teraz to już naprawdę najwyższa pora na barona – tym bardziej, że wyznaczyłem sobie termin ukończenia całego modelu na najbliższy sobotni wieczór.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz