Przygotowując kampanię Mars Ultor wpadłem na pomysł urozmaicenia i wzmocnienia występujących w grze armii za pomocą oddziałów najemników. Idea była taka, aby przygotować kilka dodatkowych elementów, przedstawiających różne rodzaje wojsk i ludów starożytnego świata, epoki wojen punickich. Tę pracą uszczęśliwieni zostali oczywiście gracze, w miarę ich możliwości.
Pomysł okazał się całkiem dobry i mam wrażenie, że spodobał się pozostałym uczestnikom. Najemnicy stali się dość istotną częścią strategii graczy (tak było w przypadku moich Kartagińczyków) choć nie było ich tak wielu jak sobie założyłem. Mimo niewielkiej liczebności, należy im się miejsce w tym dziale. Dopełnili bowiem w ten sposób listy obecności naszej pierwszej, historycznej kampanii DBA.
W dalszej części artykułu, oddaję głos osobom, które w jakiś sposób przyczyniły się do powstania poszczególnych oddziałów najemniczych. Niech opowiedzą o nich kilka słów:
Balearscy procarze
Sławomir Okrzesik
Baleary to archipelag wysp u wschodnich wybrzeży Hiszpanii. To stamtąd pochodzili starożytni procarze, których sława dorównywała procarzom z Rodos czy kretańskim łucznikom, a nawet ją przewyższała. Proca była ulubioną bronią wyspiarzy, szkolił się w niej każdy młody chłopak, osiągając umiejętności rzadkie u innych ludów.Do stworzenia tego elementu użyłem figurek z zestawu firmy HaT (8019 Carthaginian Spanish Infantry), które idealnie odpowiadają przekazom historycznym dotyczącym wyglądu i uzbrojenia. Balearscy procarze nie używali zbroi, a za odzienie służyły im lniane tuniki i lekkie buty ze skóry lub płótna. Ekwipunku dopełniała torba na pociski, sztylet i same proce (mogły być dwie lub trzy). Warto podkreślić, że mieszkańcy Balearów nie używali kamieni jako pocisków do proc, a specjalnie w tym celu wypalanych, glinianych kulek, dzięki którym zasięg celnego strzału sięgał nawet powyżej 100m.
Greccy hoplici
Marcin Okrzesik
Wśród wojsk najemnych w kampanii, zabraknąć nie mogło Greków. W mnogich konfliktach ówczesnego świata, praktycznie nigdy ich nie brakowało. Często zdarzało się nawet (oczywiście prócz nie tak rzadkich konfliktów między samymi Grekami), że poszczególne grupy najemników stawały przeciwko sobie, czy też przeciw greckiej armii. Rekrutowali się tak z ludów zamieszkujących Grecję kontynentalną, jak i Azję Mniejszą. Okres w którym rozgrywany był Mars Ultor przypada na końcowe już lata świetności i popularności tych oddziałów. Od czasów bowiem panowania Rzymskiego, znaczenie wojsk najemnych bardzo się zmniejszyło, a sami grecy służyli jeszcze, ale już jako oddziały auxilii w armiach rzymskich więc i najemnikami nazwać ich nie można.Zatem, mimo mocnej reprezentacji pod postacią Związku Achajskiego czy też uznającej się za Greków (nie bez przyczyny) Macedończyków, znalazło się jeszcze miejsce na oddział hoplitów, złożony z moich zapasów. Figurki pochodzą z greckiego zestawu Zvezdy (8005 Greek Infantry), przedstawiają dość typowy obraz hoplity Greckiego, z nieodzownym hoplonem, uzbrojonego we włócznie i krótki miecz. Wyposażeni dodatkowo w lekkie skórzane napierśniki i miedziane nagolenniki. Oddział został przygotowany i pomalowany przez Robsona.
Italicka jazda i piechota, numidyjscy jeźdźcy
Adrian Stolarczyk
Moje zadania w ramach przygotowań do kampanii Mars Ultor objęły również malowanie trzech elementów najemnych. Zdążyłem z dwoma, o których można przeczytać na moim blogu. Wspomnę jedynie, że chodzi o italską piechotę, malowaniu której towarzyszyły rozterki co do ostatecznej koncepcji kolorystycznej. Drugi element, to słynna lekka jazda numidyjska, którą upodobałem sobie ze względu na estetykę wzoru i wrodzone zamiłowanie do konnicy.Trzeci element, którego nie udało mi się ukończyć w założonym terminie, to jazda italska (lub kampańska). Mam do niego pewien sentyment, głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, reprezentuje on oddział konny plemion zamieszkujących półwysep apeniński, które na długo przed dominacją Rzymu stworzyły prężne ośrodki cywilizacyjne. Ponieważ uwielbiam dzieje ‘sprzed’ popularnie dostępnej historii (dla przykładu historia przodków Mieszka I), lubię sobie wyobrażać, że owi konni to italski (etruski?) wódz i jego obstawa, uchwyceni w momencie, w którym patrzą ze szczytu skał na maszerującego wąwozem wroga. Po drugie, lubię niedopowiedziane lub niedokończone historie. Dla przykładu, uwielbiam oglądać plany francuskich czy niemieckich pancerników, pod które nigdy nie położono stępki, i lubię zastanawiać się, ‘co by było gdyby”. Podobnie jest w przypadku elementu jazdy italskiej. Kto wie, jaki wpływ mieliby na przebieg kampanii, jaką odegraliby rolę, na którym froncie walczyli, itd.
Co do wykonania modelu napomknę tylko, że postanowiłem włożyć nieco pracy w podstawkę oraz po raz pierwszy użyłem kasztanowego tuszu. No i strzeliłem sobie w kolana, wybierając biały na kolor tunik. Trudno się nim maluje… Mówię tak, jakbym przez dziesięć lat nie malował elfach tunik!!! Trzy elementy najemników, które wykonałem, były ciekawą odmianą od legionowej monotonii. Z pewnością urozmaicą moją półkę z tym okresem historycznym i ucieszą moje oko, ilekroć je tam zawieszę.
Kretańscy łucznicy
Marcin Okrzesik
Czyli kolejny symbol najemnika antycznego. Kreteńczycy słynęli ze swego zamiłowania do sztuki łuczniczej, co też wielokrotnie zostało wykorzystane przez różne nacje. Oddziałami strzelców z Krety posługiwali się najwięksi wodzowie tamtych czasów, Aleksander i Hannibal. Już sam ten fakt stanowi mocny list polecający dla każdego generała mającego możliwość wynajęcia ich usług. Kreteńczycy używali długich drewnianych łuków (choć według niektórych źródeł, mogli używać również łuków kompozytowych) o zasięgu nawet do 200 metrów. Dodatkowo posiadali przeważnie krótki miecz, rzadziej tarczę. Tak uzbrojeni, w charakterystycznych dla siebie, czerwonych tunikach (kolor ten utarł się już w mnogich przekazach, do dzisiaj jednak nie jest do końca pewne, czy Kreteńczycy tego koloru właśnie najczęściej używali), ruszali do boju dowodzeni przez każdego, kto mógł odpowiednio zapłacić.Oddział na potrzeby kampanii, złożony został z łuczników znajdujących się w zestawie piechurów greckich Zvezdy (8005 Greek Infantry), pomalowany (oczywiście na czerwono) i ukryty zręcznie wśród skał przez MiSiA.
Syrakuzańska artyleria
Sławomir Okrzesik
Właściwie nazwałem ten element syrakuzańskim tylko dlatego, by było bardziej klimatycznie. Przygotowana przeze mnie artyleria jest bowiem tak naprawdę rzymskim skorpionem, nieco mniejszym rodzajem greckiej balisty. Ten nie nadawał się do burzenia murów, ale za to budził uzasadniony strach wśród piechoty, która stała gdzieś po niewłaściwej stronie maszyny.Element zawdzięczam, po raz kolejny, firmie HaT (#8035 Roman Catapults), z której figur został złożony. Obsługa również jest wyjątkowo nie grecka i przedstawia raczej późno republikańskich legionistów rzymskich. Cóż, nikt nie jest idealny.
I to już wszystko. Mam nadzieję, że ten krótki przegląd był równie interesujący, jak artykuły dotyczące innych naszych armii, które wzięły udział w kampanii Mars Ultor.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz