Ponieważ swego czasu odsłoniłem na łamach Zgiełku powody zamiłowania do elfów w fantasy, nie będę się tutaj powtarzał. Legolas, jakkolwiek zabawnie nie brzmiałoby w języku polskim jego imię, to oczywiście jeden z moich ulubionych bohaterów Trylogii. Tolkien, poprzez bardzo oszczędny, skąpy wręcz, sposób mówienia o synu Thrandulia, zbudował w moim wyobrażeniu tej postaci niesamowitą i niezmierzoną głębię. Niestety - to również jeden z moich największych zawodów, jeśli mówimy o ekranizacji. I nie tylko Legolas kompletnie mnie w filmie nie przekonuje - sporo innych postaci, głównie drugoplanowych, odbiega znacznie od mojego prywatnego wyobrażenia Elfów w Śródziemiu. W filmie Pierworodnych bronią jedynie Arwena i Galadriela - myślę, że to po części zasługa zjawiskowo pięknych aktorek. Natomiast historie ze zjeżdżaniem na tarczy, czy pojedynek z Mumakiem (obie sztuczki filmowe z udziałem Legolasa) są absolutnie nietrafionym pomysłem, psują film i psują postać.Figurkę zamierzałem nieco podkręcić jakimiś delikatnymi wzorami na szacie, ale poddałem się po pierwszej, negatywnej próbie. Trochę perturbacji spotkało mnie przy malowaniu twarzy - musiałem również wdrożyć plan B. Ogólnie rzecz biorąc, jestem z efektu zadowolony.
Legolasa pomalowałem z myślą o Robsonie - prawdziwym, szczerym i wieloletnim miłośniku elfiej rasy. Rob to facet, który rozróżnia tak trudne pojęcia jak klimat gier bitewnych, jest świetnym kolekcjonerem, malarzem, graczem a nade wszystko kompanem. Również wielkie dzięki za wsparcie we współtworzeniu strony!
Legolasa pomalowałem z myślą o Robsonie - prawdziwym, szczerym i wieloletnim miłośniku elfiej rasy. Rob to facet, który rozróżnia tak trudne pojęcia jak klimat gier bitewnych, jest świetnym kolekcjonerem, malarzem, graczem a nade wszystko kompanem. Również wielkie dzięki za wsparcie we współtworzeniu strony!


0 komentarzy:
Prześlij komentarz